Hejka
Tamirko, ja mogę przyjechać do Ciebie i te kartki Ci wypisać, podpisać, zakleić, zaadresować
I co wyczytałaś z tych 500zł? Dostanę?

Dochody mam zerowe

Mąż oficjalnie też
No choć teraz mąż szedł do
pracy ale nie wiem na jak długo bo już dziś jak wrócił, to powiedział, że wiecej nie jedzie.
Dali mu Zetora, 4-letniego więc w sumie nowy, jedzie sobie, jedzie i nagle zaczep od przyczepy się urwał, przyczepa pojechała sobie w swoją stronę i tylko Bogu dziękować, że nikt nie jechał a rzecz działa się na leśnej drodze więc auta na poboczu nie stały i przyczepa wylądowała w rowie a nie na aucie. Ale co on za nerwy miał to chyba nie muszę opowiadać nikomu.
Przyjechała ekipa z firmy, wyciagnęli przyczepę z rowu i wrócili do bazy.
Ja na miejscu męża wsiadłabym w auto i pojechała do domu, nie wiem po co on tam został na noc....
Ale jakby tego było mało to dziś rano jakieś zwierzę, no albo lis albo bardziej kuna, zabiło nam około 30 kur...
Pierwszym podejrzanym był lis bo normalnie po podwórku nam czasem chodzi ale z drugiej strony mówią, że lis by zabił jedną, wziąłby ją i uciekł a nie zabijał 30 kur żeby po nie później wrócić.
No nie wiem czy lis czy kuna ale tyle kur nie ma.
Teściowa płakała, bo to przecież jej
dzieci, jej przyjaciółki były. Nie zdziwiłabym się jakby od teraz siedziała z nimi cały czas i pilnowała, nawet spała na grzędzie.
No, szkoda tych kur bo się niosły i jajka były i aż 30 to jednak spore stadko. A w sumie mieliśmy ich ok 70-80.
A ja dziś o 10 poszłam do sąsiadki na urodzino-imieniny, planowałam posiedzieć godzinkę-dwie i wrócić. Jeszcze przed wizytą skoczyłam autem do sklepu no i autem podjechałam do niej.
I tak siedzimy i ona mówi: weź jedź odprowadź auto do domu i przyjdź na piechotę

No i odwiozłam auto i wróciłam na piechotę i piłyśmy sobie pyszne winko Kadarkę półsłodkie, czerwone

Przy okazji pomogłam jej zrobić dwie sałatki i tak nam czas zleciał. Akurat przyjechał listonosz i przywiózł jej firanki (bo też sobie zamówiła makarony z koralikami) to je razem zawiesiłyśmy, potem usmażyła mięso i zjadłyśmy z sałatkami bo po tej robocie zrobiłyśmy się głodne.
Marcel miał dziś po lekcjach dyskotekę andrzejkową więc zaczekałam aż ją skończy i wyszłam od sąsiadki tak, że przed domem spotkałam się z Marcelem, to była godzina 15.30!!!
Sama mówiłam do sąsiadki, że cały dzień u niej siedzę a ona mówi: a co masz do roboty w domu?
No nic, Marcela nie było, teściów też, mąż spał po nocy to nawet obiadu nie było komu robić, to faktycznie więcej pożytku ze mnie było u sąsiadki
Jeszcze jej było mało i zaprosiła mnie na poprawiny jutro

W sensie mam przyjść na kawę
Enva, a sama kupiłaś mężowi spodnie? Na oko? Bez mierzenia? No ja mojemu bluzę kupię ale spodni bez mierzenia to w życiu, on sam musi przymierzyć...
Kasia, no właśnie ja się dziwię że jeszcze cisza o wywiadówce bo wiem, że było jeszcze zawsze ogóle z dyrektorką a potem indywidualne w klasach.
Dyrektorka zawsze prosiła o słodycze na Mikołaja bo u nas jest taki zwyczaj, że sponsorzy i rodzice kupują np kilo cukierków i przynoszą do szkoły a potem wszystko jest równo dzielone przez wszystkie dzieci, robione są jednakowe paczki dla wszystkich.
No i u nas sporo jest rodziców, którzy kupują cukierki, ja miałam kupione 2 lata temu, rok temu jakoś wyleciało ale w tym roku może też coś wykombinuję.
A pamiętasz jak obie lubiłyśmy jak mój mąż jeździł do pracy? Te nasze nocne rozmowy? Właśnie wczoraj jak pojechał to sobie o tym pomyślałam....
Halinko, a powiedz mi, czy Twój mąż po tym wypadku nie ma jakichś.... jak by to nazwać.... no wiesz, czy może normalnie spać, czy to mu się też nie śni, czy nie boi się jeździć autem, czy jeździ mimo wszystko teraz ostrożniej?