A więc znalazłam razem z rodzicami ślicznego czarnego citroena za Krakowem, w miejscowości Sygneczów;-) (200 km ode mnie). W ogłoszeniu na internecie facet napisał, że stan idealny, bezwypadkowy, garażowany, zadbany, tylko wsiadać i jechać. No to my mówimy okej, pojedziemy po niego, świetnie się prezentuje. Poza tym to była wersja exclusive. Cena była 11 500 i facet powiedział, że końcówkę opuści, ale więcej nie da rady, bo to EXCLUSIVE! No dobra. Pojechaliśmy tam, nie dość, że jechaliśmy przez jakieś pozalewane wioski, błoto i woda na drodze, zero cywilizacji. Domy były, ale ludzi zero. I tak się ciągnęło przez może 30 km. Zastanawiałam się gdzie Ci ludzie cokolwiek kupują, bo ani sklepu, ani stacji benzynowej, ale droga asfaltowa równiutka była

Ale po wielkich bólach dojechaliśmy. Patrzymy na ten samochód i od razu nam się ciśnienie podniosło. Z lewej strony przez drzwi pasażera i tylnie rysa o długości ok. 60 cm i grubości 1 cm, zamalowana, ale jednak widoczna. Z tyłu jeden próg zardzewiały, drugi wgięty. Porysowany wszędzie, szyba pęknięta. Malowany, lampa pęknięta. RUINA. Normalnie byliśmy tacy źli na faceta, że masakra. Takie rzeczy to powinien napisać w ogłoszeniu to byśmy nie jechali 200 km, żeby zobaczyć coś, co nie nadaje się do jazdy. 200 km - 5min oglądania. Facet niepoważny, wiedział, że ludzie jada taki kawał to chociaż przez telefon by mógł powiedzieć o tych wadach, ale nie... Ale po drodze szukałam na necie innych ogłoszeń i znalazłam w tomaszowie mazowieckim no i pojechaliśmy tam, no i po godzinie negocjacji i oględzinach, jazdach próbnych kupiliśmy.